I jeszcze jedna ciekawostka
„I jeszcze jedna ciekawostka. Kasjerka, starsza pani w rudej peruce, musiała niechybnie dostrzegać nasze zamiłowanie do X Muzy, bo zazwyczaj sprzedawała przynajmniej o połowę biletów więcej, niż było miejsc siedzących na widowni. Nam to jednak nie przeszkadzało, mimo że gnietliśmy się po dwóch na jednym krzesełku i tłoczyliśmy na podłodze w przejściu pośrodku sali. Nikt nigdy nie zgłaszał pretensji. Obie strony były z siebie zadowolone właściciel kina, gdyż nabijał sobie kieszeń, my — bo oglądaliśmy film.
Na rogu ulicy Małej mieściła się obszerna kawiarnia pana Smolińskiego. Jak pamiętam, trzy sale — dwie mniejsze, zwyczajowo dla mężczyzn, trzecia zaś, największa — koedukacyjna. Przy kasie siwa dystyngowana pani w czarnej sukni z nieodłącznym białym, koronkowym żabotem. Wspaniałe ciastka i lody
0 różnych smakach. Często siadywał tam mój ojciec, czytając przy herbacie gazety. Prawie zawsze tato opuszczał cukiernię w cudzym meloniku, a stary kelner wybiegał za nim na ulicę i wręczał właściwe nakrycie głowy.
Nieco dalej, po przeciwnej stronie, usadowił się duży sklep pana Rudnickiego. Przede wszystkim zabawki. Prawie połowa wystawy zapełniona oddziałami bajecznie kolorowych ołowianych żołnierzyków w karnych szeregach, z dowódcami na czele. A więc dumnie wyprostowani na białych koniach husarze, ułani, kosynierzy, piechurzy i artylerzyści. Wpatrzony w ten barwny świat, niełatwo dawałem się odciągnąć od wystawy. Kto wie, może właśnie wtedy zakiełkowało w mej duszy twarde postanowienie, że muszę być żołnierzem.“(4)