Nowości
Kiedy cała nasza
„Kiedy cała nasza uwaga była zwrócona w stronę poręby, od czoła wzdłuż szosy natarły inne maszyny. Porucznik Witek z plutonem działek przeciwpancernych wysunął się naprzód w stronę sanatorium i z niewielkiej odległości odparł uderzenie. Nasze celne strzały rozbiły tutaj parę czołgów. Porucznik Witek został ranny; zginął w tym miejscu dowódca kompanii porucznik Gawlik.
W tym samym czasie, gdy odpieraliśmy natarcie czołowe, stało się coś niezrozumiałego z czołgami, które uderzyły z tyłu, od strony Rzęsny Polskiej. Oczekiwałem lada chwila pojawienia się ich na szosie, tuż przed nami. Minęło jednak kilka minut, a szum i łoskot motorów, trzask strzałów karabinowych, huk działek przeciwpancernych jak gdyby trwał ciągle w tym samym miejscu. Odniosłem wrażenie, że czołgi zostały zatrzymane. Pomimo bliskich odległości, trudno było wypatrzyć przez gęste zakrzaczenie poręby, co się właściwie dzieje.
Wreszcie w pewnej chwili mignęła czarna sylwetka czołgu — jednego, drugiego, trzeciego. Sunęły teraz w prawo, czyli w odwrotnym kierunku, wspinając się pod górę wzdłuż zbocza poręby. Na widok uciekającej zwierzyny niektórzy z oficerów obecnych na posterunku dowództwa dopadli to działka, to karabinu przeciwpancernego i zaczęli kierować ich ogniem. Pułkownik Morawski, w którym odezwała się żyłka myśliwego i sportsmena, wpadł w zapał bojowy i chwyciwszy za pas strzelca z karabinem przeciwpancernym, gromkimi okrzykami wskazywał mu cele, a jeszcze głośniej kwitował każdy dobry strzał. Cała sztuka polegała na tym, aby uciekające czołgi złapać na cel w szerokich lukach pomiędzy krzakami, które zasłaniały pewne odcinki drogi na zboczu. Odległości były nieduże sto pięćdziesiąt, dwieście, wreszcie dwieście pięćdziesiąt metrów do zachodniego skraju poręby, gdzie droga wchodziła w las wysokopienny. W tych warunkach ogień nasz był bardzo dokładny, a karabiny przeciwpancerne nie ustępowały działkom pod względem celności i skuteczności strzału. Z całej kolumny czołgów, wykonujących nieudane zaskoczenie, żaden bodaj nie uszedł bezkarnie. Dwie czy trzy maszyny oberwały widocznie porządnie, gdyż zamarkowały strzał, zwalniając biegu i zarzucając tyłem, po czym zataczającym się ruchem zdołały wpełznąć do lasu. Tu i ówdzie załogi wyskakiwały z unieruchomionych czołgów i uciekały chyłkiem w stronę pobliskiej gęstwiny, ścigane naszym ogniem. Od pewnego czasu każdy z oficerów obecnych na posterunku bojowym trzymał w ręku karabin i udział w walce był teraz powszechny.“(1)
| Moc wybuchu jądrowego oraz >>>>